Stop kolokwializacji języka – portale informacyjne

Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo mnie martwi i jeszcze bardziej boli, jeśli chodzi o stopniowy upadek języka polskiego (i nie tylko polskiego, bo dotyczy to też np. angielskiego). To fakt, że nawet wyglądające na poważne strony i serwisy używają na swych, jak by to powiedzieć, łamach, języka, którego dawniej wstydziłby się nawet pierwszoklasista w liceum.

Żeby było jasne – tak, zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że już wcześniej bulwersowałam się poziomem językowym Polaków na rozmaitych forach i grupach w sieci. Szokowały mnie obsesyjnie i z uporem używane skrótowce, a także kolokwializmy lub słowa celowo obrzydzające czynności, rzeczy czy części ciała. Szczególnie szokował mnie pełen wulgaryzmów i wyrazów uznawanych niegdyś (a czasem i nadal) za ordynarne.

Tyle tylko, że to wszystko było o ludziach, mniej lub bardziej szarych obywatelach. Czasem bez żadnego wykształcenia, czasem z tzw. nizin społecznych. W przypadku których powinniśmy się być może cieszyć już z samego faktu, że piszą w miarę poprawne zdania, i że nie posługują się w Internecie głównie pismem obrazkowym, jak i się często też zdarza.

córka

Bzdury w sieci – dość makabryczny przykład. Źródło: bledywmediach.blog.pl

Co innego, gdy złe nawyki językowe zaczynają dotyczyć dużych firm, instytucji publicznych, czy dziennikarzy. A przecież osoby redagujące (sic!) wiadomości w serwisach informacyjnych to teoretycznie dziennikarze- nawet jeśli nie są nimi z nadania.

Tym bardziej dziwi niski poziom wiadomość na Onecie i np. Tlenie. Widoczne już na pierwszy rzut oka błędy stylistyczne, źle używane terminy, zła odmiana przez przypadki, błędy ortograficzne. Wszystko co tylko można znaleźć. Przykład? Zaledwie kilka dni temu widziałam na Onecie nagłówek  następujący „Norwegia ograniczać ilość uchodźców”. Czy naprawdę tak ciężko jest znaleźć tym firmom osoby poprawnie mówiące i piszące po polsku? A może firmy te nie chcą im przyzwoicie płacić, w zamian za to zatrudniając uczniów i studentów pierwszych lat?

Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne – jeszcze 15, 20 lat temu takiego czegoś w sieci nie było, a nawet uczniowie liceum w większości byliby w stanie zredagować newsy i nagłówki lepiej. Tamtejsze gazetki szkolne wyglądały o niebie poważniej. To straszne, że język aż tak się pauperyzuje – i że przykład idzie jakby z samej góry. A na portalach z informacjami coraz częściej liczy się tylko i wyłącznie to, ile na danej stronie uda się upchnąć reklam.

ubierac_450x353

Onet zatrudnia wyjątkowo słabych redaktorów. Z bloga: lukaszrokicki.pl

Wszystko to idzie w złym kierunku. Liczę, że w formie przeciwwagi powstanie jednak niebawem portal z prawdziwego zdarzenia – mniej nastawiony na zysk, a bardziej na przekaz. Oby!

Zostaw odpowiedź