Sklep z butami – koszmar mego dzieciństwa

Nic nie zniechęcało mnie do spaceru z mamą i jej znajomymi tak, jak sklep z butami pojawiający się nagle gdzieś na naszej drodze. I nie chodzi tu już o to, że do tego sklepu trzeba było wejść, spędzić nieco czasu, i spokojnie wyjść, tylko że gdy byłam dzieckiem, a potem nastolatką, nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego mnie to wszystko nie kręci. Że wolę iść do odzieżowego, księgarni, czy spożywczaka.

Sklep z butami – wieje nudą!

Przede wszystkim to było jak jakiś absurd – długie półki z bardzo podobnymi do siebie butami, różniącymi się na przykład tylko kokardką lub nieco kolorem, ewentualnie wysokością obcasa. Bo tak to było – jakieś dwadzieścia lat temu nawet w większych i lepszych sklepach nie było jakiegoś dużego wyboru. Większość butów damskich była i tak na jedno kopyto, a ja nie mogłam pojąć, czym tu się zachwycać. Albo czemu panie zastanawiają się godzinami, które kupić. No pierwsze lepsze z brzegu, nie? Byleby pasowały. Skoro są takie posobne…

Buty – nie ma normalnych!

Kilka lat później, gdy sama chcąc nie chcąc musiałam się tematem na poważniej zainteresować, pojawiła się jeszcze inna kwestia. Miałam już sporo lat i po prostu chciałam w końcu wyglądać bardziej kobieco, nabrałam też prawa do decydowania o tym, co noszę, miałam jakieś własne pieniądze. Chciałam szpilki, ale takie, w których da się chodzić, a nie cienkie i na dziesięć centymetrów. Chciałam czółenka lub półbuty, ale klasyczne, nie całkiem płaskie, a zarazem nie z koturnem na dwanaście z kolei centymetrów. Albo jakieś ładne sandałki, ale w normalnym kolorze, bez cekinów czy kwiatów. No i było ciężko. bo nagle m0da zrobiła się taka dziwna, że wszystko musiało być super hiper, cud miód i orzeszki, i się wyróżniać, bo przecież trzeba się było wtedy zawsze wyróżniać w tłumie. Chciałam tylko normalnie, pasujące do każdej sukineki buty! Cóż tego, skoro niemal każdy napotkany sklep z butami oferował mi wszystko, tylko nie to. A gdy już buty takie były, to kozrowaly na przykład od pięćset złotych w górę.

https://wojas.pl/

29eae684d27b5f1981827ab4a3ad6f3dec49e722

Źródło: www.snobka.article.sds.o2.pl

Czasy współczesne

Przez długi czas omijałam więc obuwnicze szerokim łukiem, no chyba że już naprawdę musiałam kupić coś nowego, na przykład raz na (dosłownie w tym przypadku) ruski rok. Miałam jakieś klapki, czasem w supermarkecie czy dyskoncie udało się upolować niedrogie i normalnie wyglądające sandałki na lato, obuwie do biegania kupowałam tylko w sklepach sportowych, a półbuty czy inne normalne buciki – na targach lub… w sieci. Zdarzało mi się tez odwiedzać w tym celu sklepy z odzieżą używaną – odkąd odkryłam, że da się tam kupić całkiem sensowne buty na rozsądne pieniądze. Aż pewnego dnia miałam „przyjemność” (z początku dość dla mnie traumatyczną, bowiem nadal ciężko było mi znaleźć dla siebie mniej produktywne zajęcie) nawiedzić znany sklep z butami marki Wojas – to był po prostu jeden z sieci ich sklepów firmowych.

Buty jak na miarę

I to był szok. Bo tam były stosowane, ładne, normalnie wyglądające buty. Mało tego – buty w ładnych kolorach i wyglądające na solidne. W większości bez brokatu, kryształków, wstążek, obrazków, różu. Bez świecących podeszew czy skóry świecącej się jak rafla wody. Bez dziwnych nosków. I może dałoby się znaleźć tam i takie obuwie – jak również buty całkiem płaskie, których z natury nie lubię, oraz buty na baaardzo wysokich obcasach, w których też ani nie umiem, ani nie chciałabym chodzić. Ale rzecz w tym, że w końcu miałam okazję być w sklepie z prawdziwie dużym wyborem. I klasyki, i awangardy, i umiaru, i szaleństwa. Po prostu buty u Wojasa były różne – nie wyglądały jak klony tego samego buta, ale i nie straszyły mnie potem po nocach. Dodam też, że byłam tam akurat z kolegą – tylko pod takim warunkiem zgodziłam się zresztą iść odwiedzić ten sklep z butami – i wybór butów męskich był równie imponujący, a same buty – z klasą.

main_img_22352

Źródło: https://wojas.pl/
Tak więc okazało się, że wcale nie taki diabeł straszny. Bo z jednej strony to czasy się zmieniły, a z nimi moda, a z drugiej – są sklepy (co najmniej jeden sklep z butami), które stawiają przede wszystkim na jakość, a nie ilość. Nie kupiłam wtedy żadnych butów u Wojasa (dla mnie to nadal mimo wszystko mało ciekawe zajęcie), ale jeśli za rok będę mieć taka potrzebę – to już wiem, gdzie najprawdopodobniej się udam :)

Zostaw odpowiedź