Nie lada problem – buty

 Buty to temat, który – niestety – dość często tu poruszam, za co z góry przepraszam. A przepraszam, bo dla mnie samej nie jest to temat ani ciekawy, ani warty długiego „rozkminiania”. Problem w tym, że właśnie z kupowaniem ich mam znowu problem… I nie chodzi tu już tyko oto, że ja z natury nie cierpię chodzić do tych sklepów. Gorsze jest to, że często naprawdę nie sposób nic wybrać.

 Za mało butów na lato

A było to tak: nadeszło lato – no dobrze, a wcześniej nawet wiosna – i zdałam sobie sprawę, że nie będę miała w czym chodzić. No dobrze – miałam jedne lekkie, letnie sandałki z odkrytymi palcami, i jakieś drugie, starsze, ale na przykład wiosenno-jesienne trzewiki (buty za kostkę, pełne, na obcasie) – musiałam już wyrzucić ze względu na poważne zniszczenia – nawet mi byłoby wstyd je założyć kolejnej jesieni. Po bliższej inspekcji okazało się, że starsze z sandałków mają totalnie spękane podeszwy – poszły na śmietnik. I tak zostałam na okres letni z dwoma parami kozaków i jednymi sandałkami na koturnie.

Tu słowem wyjaśnienia dla tych, co czytają mnie krótko – wiem że normalna kobieta miałaby więcej par obuwia, a w takiej sytuacji pierwsze co zrobiłaby to popędziła do sklepu. Tylko że ja nie lubię. Ja lubię mieć buty w ilości wystarczającej, ale już nie znoszę ich kupować. Ale co miałam zrobić? Są takie dni i takie zjawiska pogodowe, że nie jest dobrze chodzić ani w sandałkach z paseczkami, ani w adidasach, ani w kozakach, no!

Pierwsze próby

Jednak sytuacja jak zwykle koniec końców zmusiła mnie do poszukania obie nowych butów. Buty te miały przy tym spełniać naprawdę bardzo mało wyśrubowane warunki. Miały być choć trochę ładne i wygodne, czarne, bez błyszczących elementów i innych głupot, zabudowane, na obcasie nie typu szpilka lub na delikatnym podwyższeniu. To tyle – nawet nie wymagałam, by koniecznie były ze skóry. Zaczęłam oczywiście od pobliskich sklepów obuwniczych i tu przeżyłam szok. Bo wiedziałam od zawsze, że ładne i nie bardzo drogie buty trudno jest kupić szybko i od ręki, ale nawet pod tym względem kiedyś było jednak łatwiej. A teraz – jakaś masakra. Buty we wszelkie możliwe wzory, kwiaty, kółka, obrazki; we wszystkich możliwych kolorach,m tylko czarnych jak na lekarstwo. Buty ze wszystkimi możliwymi ozdobnikami typu kokardki, cekiny, złocenia – tylko nie bez ncizego. Buty na obcasach dziesięciocentymetrowych i wyższych ALBO całkiem płaskie – no bo przecież nie da się zrobić czegoś co jest jednocześnie wygodne, kobiece i eleganckie, prawda? Musi być albo obcas jak na taniec na rurze, albo buty jak do kościoła. Choć i w kościele widuje się przecież obcasy. A jak już natrafiło się na jakieś ładne półbuty lub czółenka klasyczne, to za 40o-500 złotych. No ludzie?! Wiem że mogłam przecież kupić sobie za pół tej ceny buty brązowo-fioletowe lub beżowe, lub różowe w kwiatki, ale chyba nie o to chodzi. Mam dopłacać tyle kasy tylko dlatego, że klasyka jest najdroższa? Czy oni serio myślą, że tanie buty dla plebsu muszą być wydziwiane lub wręcz krzykliwe?

635364325009037317

Źródło: babiniec-cafe.pl

 Sklepy z używaną odzieżą

Nie, nie miałam ochoty wydać na buty niemal jednej piątej pensji, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że – nauczona wcześniejszymi przygodami – wiem że mogą się rozwalić już po 2 miesiącach. Zdecydowałam się więc na odważny krok i odwiedziłam kilka co lepszych komisów odzieżowych, bo sklepy te bardzo sobie cenię – kupuje się w nich szybko i wygodnie, nikt nie zadziera nosa, a ceny są na znośnym poziomie. I tak jak kiedyś dało się tam kupić porządnie wykonane, ładne i przede wszystkim solidne buty, tak teraz – znów tragedia. To znaczy – może gdybym odwiedziła więcej takich przybytków, dałoby rade, no ale nie odwiedziłam,m bo nie miałam już cierpliwości. Bo albo buty strasznie zniszczone, albo z jakimiś znowu ćwiekami, albo znów obcasy długie i ostre jak sztylety, a nade wszystko – zatrzęsienie butów zupełnie płaskich oraz… damskiego obuwia sportowego. No nie – od sportu mam swoje adidasy, ale to nie jest dla mnie obuwie wyjściowe i staram się nie wychodzić w nich nawet na zakupy. To nie jest dobry zwyczaj.

Buty a Internet

na koniec została mi jeszcze jedna deska ratunku – sieć. I tu z początku sprawy wcale nie wyglądały zbyt obiecująco. Na portalach typu Gumtree szuka kam długo – a mają one to do siebie, że wszystkie wystawione buty trzeba praktycznie przejrzeć ręcznie. I znów masakra. Ludzie wyprzedają raczej brzydsze buty, albo przynajmniej takie, które może i są modne, ale mi się nie podobają wcale. Już miałam się poddać i powrócić do punktu wyjścia, czyli sklepów z nowym obuwiem, gdy coś mnie tknęło i sprawdziłam jeszcze buty na… popularnym Allegro.

I o dziwo nawet się mi udało. Bo kupiłam okazyjnie dwie pary używanych, ale ledwo kilka razy założonych – co widać – bucików w świetnym stanie – czarne, proste i nie za wysokie ani nie za niskie. Jedne to buty lekkie, czółenka, ale takie z odsłoniętym bokiem stopy. Drugie – klasyczne czółenka ale na lekkim koturnie, co lubię – nie będą stukać tak jak te na szpilce. Wszystkie ze skóry, z dobrymi flekami, czyste, i całość za jedyne czterdzieści pięć polskich złotych.

A przy okazji jeszcze wypatrzyłam taka oto torebkę – cudeńko.

P1010848

A choć doświadczenia z kupowaniem sieci miałam już różne, to tym razem Internet nie zawiódł. A ja mam ma jakiś czas problem z głowy, czy raczej ze stóp :)

Zostaw odpowiedź